Dieta Dobrych Produktów

Psychika, a zdrowie

  • środa, 10 czerwca 2015
    • Słońce, stres i poczucie szczęścia

      Być może jesteśmy już na etapie początkowych i zdecydowaliśmy iż chcemy zmienić swoje życie. Przechodzimy na DDP, ale......czujemy się źle. Bo tak strasznie katujemy siebie nie jedząc tego czy tamtego, mamy żal do siebie, że nam nie wychodzi albo że znowu "zgrzeszyliśmy". Nasze oczekiwania może były większe, może myśleliśmy, że to przyjdzie łatwiej. Wtedy z pomocą powinny nam przyjść inne czynniki. Czy jedzenie jest sensem życia? czy zasiadanie w fotelu z wielkim talerzem kanapek daje nam poczucie szczęścia. A na drugi dzień budzimy się z bólem kręgosłupa i...poczuciem winy. Zastanówmy się czy mamy pasję, czy mamy czym zająć ręce, czy korzystamy z dobrodziejstw słońca. Zamiast usiąść i jeść idźmy na spacer, pokochajmy przyrodę, las, par, czytajmy książki, leniuchujmy, szukajmy przyjemności w otaczającym nas świecie, a zobaczymy, że stres spowodowany zmianą diety zostanie szybko zniwelowany.

      Bądźmy dla siebie dobroduszni. Traktujmy siebie samego jak najlepszego przyjaciela. Czy przyjacielowi dalibyście śmieci do jedzenia? Komponujmy sobie przepisy, zapisujmy po czym czujemy się dobrze, a po czym źle. Róbmy codziennie coś poza schematem życia znajdując zawsze wolną chwilę dla siebie jak już dzieci śpią, jak mąż ogląda mecz itd.

      Może mamy zdolności o których nawet nie wiemy. Marzyliście kiedyś o czymś a nigdy nie było na to czasu. Teraz jest dobry czas. I tego z letnimi promieniami Wam życzę.

      Pamiętajcie, że słońce wyzwala w człowieku szczęście!!!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      madzik120
      Czas publikacji:
      środa, 10 czerwca 2015 09:59
  • piątek, 20 lutego 2015
    • Dlaczego dziecko w przedszkolu choruje

       Kontynuuję temat chorowania dzieci w przedszkolach na choroby wszelakie. Często rodzice dużo więcej siedzą z dzieckiem w domu niż chodzą do pracy. Zdarza się jednak tak (i jak się okazuje bardzo często), że matka często nie wraca do pracy tylko siedzi z drugim dzieckiem- młodszym- w domu lub są wolni dziadkowie, którzy bardzo chętnie są w stanie zaopiekować się wnukiem. Ale jednak mama czyta w mądrych poradnikach dla zatroskanych mam, że dla prawidłowego rozwoju dziecka 3-letniego niezbędny jest kontakt z rówieśnikami. A gdzie on miałby znaleźć ten kontakt jak nie  w przedszkolu? Przy okazji szufladkuje się dzieci zakładając iż rozwój emocjonalny dzieci w wieku 3 lat jest na podobnym poziomie. Z drugiej strony mamy zakładają intensywne chorowanie dziecka w przedszkolu w pierwszym roku i chcą już to odchorowanie mieć za sobą. Brutalne oderwanie dziecka od mamy i wrzucenie go pod opiekę zupełnie obcych pań oraz zostawienie go w 30-osobowej grupie wrzeszczących i płaczących dzieci silnie odbija się na psychice takiego maluszka.  Dziecko zaczyna dawać sygnały: kopie, krzyczy, płacze, zaczyna moczyć się w nocy, nie przyjmuje posiłków lub całymi dniami siedzi w kącie. Mowa tutaj o tym, że dziecko musi samo się przystosować i przyzwyczaić. Zastanawia mnie jednak fakt czy rzeczywiście tak małe dziecko musi przechodzić tak silną traumę rozstania? Dlaczego dziecko choruje? Kontakt z "nowymi zarazkami" to jedno, ale ono poprzez chorobę woła o pomoc! Chce chorować, bo wtedy wraca do domu-do mamy...Polskie realia nie umożliwiają w przedszkolach skupienie się na problemach i tęsknocie małego 3-latka. Pani musi zająć się problemami 30 dzieci, a nie jest to łatwe. Stąd dziecko czuje się odrzucone, zaniedbane i wie, że nie ma oparcia w tych trudnych dla niego chwilach. Ile w tym prawdy, że dziecko w przedszkolu uczy się zaradności, samodzielności, a do tego "ma tyle atrakcji" jeśli my sami zauważamy, że ono do tego przedszkola chodzić nie chce. Czy mama w spokoju, bez presji i nacisku nie nauczy dziecka samodzielnego jedzenia, ubierania, czy nie pokaże mu różnych form odkrywania świata?

      Nie wiem czemu ma służyć obowiązek przedszkolny dla dzieci 5-i 6-letnich. Publicznie podkreśla się przyspieszony rozwój dziecka w obecnych czasach. Jednak umiejętność obsługi komputera czy tableta nie idzie w parze z odpowiednim rozwojem emocjonalnym dziecka.

      Państwo posyła 6-latków do szkoły ze względu na tą niezwykłą "sprawność intelektualną", ale czy ktoś bada "sprawność psychiczną"? Poradnie psychologiczne nie bez kozery pękają w szwach, bo któż zna lepiej własne dziecko niż rodzic? Ustawa nie przewiduje bowiem indywidualnych predyspozycji dziecka, możliwości jego rodziców. Znam mamę, która nie pracuje, ale musi zrywać się o 7 rano żeby odprowadzić dziecko na 8 do przedszkola. Dziecko odwdzięcza się jej nieustannym chorowaniem, bo przedszkola nie akceptuje i nie lubi, ale w ustawie ani słowa o dzieciach "wiecznie chorujących" i tych, którzy nie dają rady "wyrobić 50% normy obecności w przedszkolu" I choć mogłaby siedzieć ze zdrowym dzieckiem w domu i godzinami chodzić z nim na spacery, ale ustawa nakazuje....

      Sama widzę jak w przedszkolu jak pewna babcia każdego ranka wciska zapłakanemu dziecku cukierka prosto do buzi-masz zjedz, tylko już nie płacz, jak cię odbiorę dam ci drugiego. Chłopiec macha smutno ręką babci na pożegnanie i idzie do sali jak na ścięcie...

      Gdybyśmy zapewnili dziecku zdrowe odżywianie w przedszkolu, dużo spędzania czasu na świeżym powietrzu (a nie trzymania się realizacji podstawy programowej nauczyciela!!!), gdyby grupy były mniejsze, a panie potrafiły do każdego dziecka mieć indywidualne podejścia na pewno dzieciom byłoby łatwiej. Moim zdaniem połowa jak nie więcej pań przedszkolanek kompletnie nie nadaje się do bycia z 3-latkiem. Czy ktoś sprawdza stan umysłowy przedszkolanek? To dlaczego jestem zmuszona oddawać swoje dziecko pod ich opiekę?

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      madzik120
      Czas publikacji:
      piątek, 20 lutego 2015 14:20